top of page
Szukaj

Kiedy „muszę” jest za dużo.

28 wrz
2 minut(y) czytania

Są takie momenty w życiu każdego z nas, kiedy nawet drobna sprawa staje się kolejnym ciężarem. Wiadomość, na którą trzeba odpowiedzieć. Telefon. Zbliżający się termin. Zaległe zadanie.


Robimy dużo, a mimo to mamy poczucie, że ciągle jesteśmy w tyle.

Coraz trudniej odpocząć, bo w głowie pojawia się: „jeszcze tylko to”. A potem przychodzi myśl: „Dlaczego tak trudno jest mi wszystko ogarnąć?”.


W takich chwilach warto przyjrzeć się temu, ile od siebie wymagamy i jakie na „tu i teraz” mamy możliwości.


W psychologicznym modelu stresu Lazarusa i Folkman znaczenie ma relacja między wymaganiami a zasobami, które oceniamy jako dostępne.

Czyli prościej: ile jest do zrobienia i czy mamy na to czas, siłę, umiejętności, zasoby oraz wsparcie. Kiedy czujemy, że wymagania przekraczają nasze możliwości, pojawia się stres. To samo zadanie może być do udźwignięcia w jednym tygodniu i przytłaczać w kolejnym.


Do tego stres może utrudniać korzystanie z pamięci roboczej i umiejętność elastycznego myślenia. Trudniej utrzymać w głowie potrzebne informacje, zmienić podejście i zobaczyć inne rozwiązanie. W codzienności możemy odczuwać te trudności jako chaos i narastające poczucie utraty kontroli.


Wtedy często próbujemy jeszcze mocniej się mobilizować.

I znoś pojawiają się myśli:

„Muszę skończyć”.

„Muszę dać radę”.

„Muszę się lepiej zorganizować”.


Słowo „muszę” samo w sobie nie jest złe. Czasem pomaga nam przejść do działania. Kiedy jednak towarzyszy niemal każdej sprawie, może dokładać presji. I większość codziennych zadań zaczyna brzmieć jak bezwzględny obowiązek, a przestrzeni na odpoczynek, wybór i uwzględnienie własnych możliwości zostaje coraz mniej.


Co może wtedy pomóc?


Najpierw nazwanie tego, co się dzieje: „Mam teraz więcej zobowiązań, niż jestem w stanie udźwignąć przy obecnych zasobach”. To pozwala przyjrzeć się sytuacji bez dokładania sobie kolejnej oceny: „jestem beznadziejna”.


Potem warto przenieść sprawy z głowy na papier. Zapisać, co wymaga działania, i ustalić konkretny następny krok. Stworzenie konkretnego planu może ograniczyć natrętne powracanie myślami do niezrealizowanych celów. Zamiast „muszę się tym zająć” możemy zapisać, co dokładnie zrobimy i kiedy.


Przy tej liście dobrze jest też zadać sobie kilka pytań: czy wszystko musi być zrobione dzisiaj? Czy wszystko musi być zrobione przeze mnie? Co naprawdę wymaga takiej dokładności, jakiej od siebie oczekuję? Co mogę odłożyć, przekazać komuś albo odpuścić?


To również moment, żeby spróbować inaczej do siebie mówić:


„Muszę zrobić wszystko dzisiaj” → „Na dziś wybieram najważniejszą rzecz. Pozostałym ustalę realny termin”.

„Muszę sobie poradzić” → „Sprawdzę, co mogę zrobić sama i w czym potrzebuję pomocy”.

„Muszę zrobić to idealnie” → „Ustalę, co w tym zadaniu oznacza wystarczająco dobrze”.


Nie każde „muszę” da się uczciwie zamienić na „chcę”. Mamy zobowiązania, których nie wykonujemy z przyjemnością. Możemy jednak szukać wpływu na sposób ich realizacji: porozmawiać o terminie, zakresie zadania albo podziale odpowiedzialności.


Sama zmiana słów nie zmniejszy nadmiaru obowiązków. Czasem  potrzebna jest rzeczywista zmiana obciążenia. Nawet najlepiej ułożony kalendarz ma swoje granice.

Potrzebujemy też miejsca na sen, spokojny posiłek, odpoczynek i kontakt z kimś bliskim. Gdy obowiązków przybywa, właśnie te potrzeby najłatwiej przesuwamy na później. Warto sprawdzić, jak długo to „później” już trwa.


I wreszcie, potrzebujemy wsparcia. Temu też trzeba dać przestrzeń. Czasem potrzebujemy wysłuchania, czasem pomocy w ustaleniu priorytetów, a czasem kogoś, kto powie: „to zadanie mogę wziąć na siebie”. Możemy mówić o tym konkretnie.


W treningu mentalnym jest miejsce na rozpoznawanie własnych granic, podejmowanie decyzji i proszenie o pomoc.

Na zauważenie momentu, w którym dalsze dokładanie sobie zaczyna nas kosztować zbyt wiele.



 
 
 

Komentarze


bottom of page